Archiwum z lipiec, 2006

h1

Kuskusowe faszerowanie warzyw…

lipiec 30, 2006

Wstęp

Właśnie wróciłem z urlopu, na którym kilka nowych kulinarnych myśli przelałem w coś co o dało się skonsumować i wszyscy przeżyli. Spróbuję zaprezentować wszystkie nowe przepisy, teraz jednak z powodu późnej pory, prezentuję coś co może nadać się na przystawkę, ale również na danie główne, szczególnie fajne w gorące dni.
Faszerowanie warzyw pewnie ma długą tradycję oraz tysiące sposobów na wykonanie, ja zajmę się kuskusem, który jest dość wdzięczny przy tego typu zajęciach.
Danie na dwie osoby – danie główne.
Składniki

2 pomidory duże, o regularnych kształtach
1 ogórek zielony
1 szklanka kuskus
oliwa z oliwek
6 łyżek wina białego wytrawnego lub półwytrawnego
sól
pieprz
świeża bazylia
suszona bazylia
słodka papryka w proszku
1/3 szklanki śmietany 18%
trochę mleka
Akcja

Parzymy pomidory gotującą wodą, myjemy i obieramy ogórka. Z pomidorów zdejmujemy skórę, ucinamy wierzch, środek wydrążamy, choć w sumie lepiej najpierw wydrążyć a potem zdjęć skórę. Ogórka kroimy wzdłuż na pół, również wydrążamy, tak aby grubość pozostałego miąższu w ściankach była ok. 5mm, to samo tyczy się pomidorów. To co nam po wydrążeniu zostało: sok, pestki, miękki miąższ, po posiekaniu wkładamy do miski.
Kuskus wsypujemy do jakiegoś naczynia i zalewamy wrzątkiem, zazwyczaj według instrukcji po 5 minutach jest gotowy, wody powinno być tyle ile kaszki. Czekamy aż wystygnie, powinien być sypki i dodajemy do miski z posiekanymi wnętrzami pomidorów i ogórka.
Mieszamy dokładnie zawartość miski, dodajemy łyżeczkę bazylii suszonej oraz kilka listków posiekanej świeżej. Wlewamy wino (4 łyżki) i 2 łyżki oliwy, sól, pieprz do smaku. Całość powinna mieć konsystencję lekko-klejącą.
Środek pomidorów i ogórka lekko solimy, układamy na talerzach, po jednym pomidorze i jednej połówce ogórka, wypełniamy farszem.
Przygotowujemy sos: do szklanki ze śmietaną dodajemy mleka, tak aby upłynnić konsystencję, powinno być to coś a’la jogurt naturalny. Sól, pieprz, łyżeczka suszonej bazylii, łyżeczka słodkiej papryki, 2 łyżki wina. Całość mieszamy na gładką masę, polewamy delikatnie brzegi talerzy oraz bardziej obficie warzywa, całość skrapiamy oliwą z oliwek i dekorujemy listkiem bazylii.

h1

Oliwka z oliwek – rzecz niezastąpiona

lipiec 20, 2006

Kilka słów o oliwie i jej roli w kuchni i życiu, przynajmniej w mojej i w moim. Ja najbardziej cenię produkty6421.jpg firmy Monini, choć pewnie są lepsze, droższe i bardziej znane, ale te pochodządze od wymienionego producenta dostaniemy w prawie każdym sklepie i cena jest do przyjęcia.

Jak rozpoznać dobry produkt, znów powiem, że nie wiem jak to robią specjaliści, ja oceniam według:

1. Klarowność – poza kilkoma wyjątkami, nie powinno tam nic pływać i mętnieć.

2. Ładne opakowanie :) – to takie moje upodobanie, które znaczy dosłownie to, że jak ktoś nie przykłada wagi do wyglądu swojego produktu to zapewne całość jest do bani.

3. Aromat i zapach – przed otwarciem lekko wstrząsamy butelką, odkręcamy kapsel, czekamy 3 sekundy i przykładamy nos do otworu. Powinno być czuć oliwę z oliwek, nie olej lub wogóle nic.

4. Smak – tutaj liczą się już osobiste upodobania, ja lubię oliwę delikatną i aromatyczną, bywają takie z większą ilością goryczki, bardziej słodkie, ważne aby nie był to tylko natłuszczacz ale coś alla gotowy sos z butelki, który oprócz tego, że jest bardzo zdrowy daje poczucie słońca i śródziemnomorskiego klimatu.

9646.jpgBywają też oliwy aromatyzowane, polecam np. truflową, też Monini, lub bazyliową, kilka kropel w pomieszaniu ze zwykłą i można śmiało wzbogacić smak sałatek. Co do truflowej to ostrzegam, że trzeba to lubić, bo zapach, który płynie wprost z butelki, dla niektórych może być niezrozumiały :)

* Wszystko powyżej dotyczy oczywiście oliwy Extra Vergine. 

h1

Makaron Pesto a’la słomiany wdowiec

lipiec 19, 2006

Wstęp

Polecam ten przepis szczególnie słomianym wdowcom, ale nie tylko, gdyż to szybkie, smaczne danie, choć bez przesady :)
Należy naprawdę uważać aby makaron był al dente (powiem poniżej jak ja to robię, choć nie wiem czy to jest prawdziwe al dente).

Przepis na 1 osobę, lubiącą zjeść :)

Składniki

1/3 paczki makaronu Penne (paczka 500gr);Pesto
50 gram sosu Pesto (ok. dwóch łyżek), ja kupuję produkt firmy SACLA i nazywa się to “Pesto alla Genovese”, niestety “alla” bo prawdziwe pesto można kupić ale to już na prawdziwą kolację bez słomy (słoiczek ma 90gr, ja dodaję go połowę);
oliwa z oliwek
ser parmezan lub alla parmezan :) tarty lub w kawałku;

Akcja

Do garnka woda, około 1,5 litra. Jak się zagotuje to wsypujemy łyżeczkę soli i nalewamy łyżkę oliwy. Wrzucamy makaron, nastawiamy timer na 7 min. Na patelnię wlewamy 4 łyżki oliwy, dokładamy pesto, podgrzewamy aby było ciepłe – UWAGA – nie gotujemy. Zdejmujemy patelnię z ognia. Czekamy na makaron, gdy już się doczekamy wyjmujemy jedną sztukę Penne i przegryzamy na pół, jedną część rozgryzając, patrzymy na przekrój drugiej, powinna być w środku zauważalna biała część ok. 0,5 mm, wtedy jest gotowe.
Makaron na sitko, silnie wstrząsamy aby lekko się ostudził i przede wszystkim pozbył się wody, patelnia na gaz, dosypujemy makaron, mieszamy aby się pokrył zielonym sosem i wykładamy na głęboki talerz, posypując tartym parmezanem. JUŻ.

h1

Churrasco – na Próżnej – masakra

lipiec 18, 2006

Właśnie dostałem informację o knajpie Churrasco na ulicy Próżnej w Warszawie, w odróżnieniu od tej opisywanej przeze mnie w Parku Handlowym Targówek. Jest brudno, nie ma ludzi, na czystych talerzach przebywają włosy, obsługa niemiła. Odradzam więc wizyty w tamtych rejonach, mam nadzieję, że druga z brazylijskich knajp nie pójdzie w kierunku tej powstałej wcześniej.

h1

Churrasco – wizyta pierwsza

lipiec 18, 2006

Umiejscowienie knajpy pod dźwięczną nazwę Churrasco (wym. czurasko – chyba :) ) znów jest, w nietypowym dla wyszukanych smaków, centrum handlowym, o którym pisałem w poście o restauracji StoneClub.

Nigdy nie byłem w brazylijskiej jadłodajni więc kilka tygodniu po hucznym otwarciu postanowiłem wstąpić w progi tego przybytku południowo-amerykańskiej kuchni. Przechodząc obok wejścia zapytałem stojących tam kelnerów i kelnerki czy można wejść, bo odniosłem wrażenie, że barykadują wejście, zamiast zapraszać do środka. Uzyskałem odpowiedź twierdzącą, po czym szybkim krokiem wydostałem się na taras restauracyjny ze zniewalającym widokiem na nowo-wybudowany wiadukt nad trasą toruńską.
Dostałem do ręki menu i po chwili konsternacji uświadomiłem sobie, że znajduje się tam tylko jedna potrawa “Churrasco” w cenie 39 PLN. Pani z obsługi, widząc za pewno moją zaniepokojoną minę, podeszła i wyjaśniła w czym rzecz. A mianowicie zestaw churrasco to podawane, pieczone na mieczach przeróżne mięsa, które kelner donosi co chwilę na talerz, w cenie jest również nieograniczona ilość baru sałatkowego, ryżu, czarnej fasoli w sosie i oczywiście samego mięsa. Słowem, można siedzieć do zamknięcia i jeść aż przewód pokarmowy powie “dość”. Zamówiłem więc to co trzeba było zamówić, wziąłem też Coca-Colę z lodem w cenie 5 pln za szklankę 0,25ml.

churrasco.gifWybrałem się więc do baru sałatkowego, który stoi wewnątrz knajpki. Niestety nie było tam nic na czym oko i język można by zawiesić na dłużej. Zestawy typowych, gotowych surówek z sałaty, kapusty młodej, kiszone ogórki, marchewka, itd. Zaciekawiły mnie młode, małe ziemniaczki, które pływały w brudnej wodzie, potem okazało się, że to swoista marynata, a pyry były ugotowane w mundurkach, zabrałem więc na pokład kilka sztuk. Obok położyłem kilka plasterków ogórka oraz jeden mix sałatkowy, wszystko polałem sosem majonezowym, są cztery sosy lecz nieopisane, więc jak ktoś nie czuje co się kryje po wyglądzie i zapachu, to jest skazany na eksperymenty. Wróciłem do stolika. Na temat smaku sałatek nie będę się rozpisywał, bo był porównywalny ze wszystkimi tego typu przeciętnymi wyrobami, na poziomie tych z PizzaHut.

Danie główne – chwilkę po dokończeniu spożywania sałatki, dostałem nowy talerz i po minucie pojawiła się pani z miską ryżu, nałożyła mi słuszną porcję po czym wyszła i wróciła z miską czarnej fasoli w ostrawym sosie. Gdy już miałem komplet dodatków przed sobą zacząłem próbować czarnych jak brazylijska, bezksiężycowa noc, owoców popularnej u nas rośliny strączkowej, po pomieszaniu z ryżem, całkiem sympatycznie oceniam smak i aromat całości. Podjadając czekałem z niecierpliwością na główną atrakcję, czyli mięsa podawane prosto z grilowych mieczy, serwowanych według reklamy przez wyszkolonych Gaucho, czyli kelnero-kucharzy. Przybiegł pierwszy z wymienionych specjalistów, zdjął możem ze szpady coś co przypominało mały pieczony kawałek karkówki, bardzo smaczne, soczyste. Zapomniałbym powiedzieć o sosach, które Pani dostarczyła po chwili, cztery czerwono-żółto-brunatne specyfiki, których użycie serdecznie odradzam, są po prostu za ogniste i zabijają smak potrawy, niszczą podniebienie i wymagają zakupienia Coca-Coli po raz drugi, a nawet trzeci :) Gdy tylko kończyłem jeść jeden kawałek mięsa, już pojawiał się Gaucho z następnym, zjadłem co najmniej 8-10 rodzajów grilowych przysmaków, z ciekawszych polecam pieczone serca, które pan nazwał jądrami nietoperza, pieczoną wątróbkę, białe kiełbaski zwane ogonem kangura, była jeszcze szyja żyrafy, ucho słonia itd. Gdy wszystkiego juz spróbowałem, Gaucho zapytał czy zaczynać od nowa, czy może coś szczególnie chciałbym spróbować, podziękowałem, byłem pełny.

Podsumowanie – moim zdaniem, bardzo ciekawy pomysł na knajpę, tylko jeden rodzaj dania jest pewnym niebezpieczeństwem, gdyż po kilku wizytach może się kompletnie znudzić, ale zamierzeniem takich miejsc jest młoda klientela, grupy kolegów, którzy dobrze się bawią, piją piwko i drinki i jedzą do woli. Myślę, że ta metoda może się sprawdzić. Zapłaciłem 55 PLN za wszystko co jest ceną do przyjęcia, wypiłem 3 napoje, które przy używaniu ostrych sosów są nieodzowne :) Pewnie zabiorę tam małżonkę, ale na więcej wizyt niż dwie bym się nie nastawiał.

Z rzeczy, których nie próbowałem podają tam wino domowe w karafce za 30 pln, chętnie kiedyś wypróbuję.

Churrasco
Malborska 37
www:www.churrasco.pl

h1

Sałatka z grilowanych warzyw, melona i mozarelli

lipiec 17, 2006

Wstęp
Przystawka wymyślona w trakcie jej przygotowywania i od razu podana gościom, jakoś to przetrwali. Ciekawe połączenie słodyczy i soczystości melona z rozpływającą się w ustach grilowaną papryką i innymi warzywami, całość oczywiście przybrana soczyście oliwą z oliwek. Przepis na 2 osoby.
Składniki
1 melon – najlepszy chyba to ghalia, taki zielony, porowaty i okrągły
1 papryka czerwona
1 papryka żółta lub pomarańczowa
1 średnia cukinia
1 kulka mozarelli
bazylia suszona, dwie szczypty
papryka w proszku, słodka, dwie szczypty
1 sałata lodowa
listki bazyli świeżej do dekoracji
czarne oliwki – 20 szt.
oliwa z oliwek
sól
pieprz
Akcja
Sałatę obrać, umyć, rozdzielić na liście, podrzeć na mniejsze części i zostawić do wyschnięcia. Warzywa umyć, paprykę oczyścić i pokroić w ćwiartki, cukinię pokroić wzdłuż na paski grubości 0,5cm (nie jest to proste, szczególnie pierwszy raz, polecam przekroić najpierw na połowę a potem zaczynać kroić od środka). Melon do lodówki, co najmniej na godzinę przed podaniem. Grilować można na zwykłym grilu, trwa to dość długo, musimy mieć duży żar, można też w piekarniku z taką funkcją, jest szybciej. Papryka musi mieć czarną skórkę i być miękka, zaraz po wyjęciu z ciepła należy zawinąć ją szczelnie w folie aluminiową i poczekać 5 min, będzie nam dużo łatwiej ściągnąć zwęgloną skórkę, bez folii też się obejdzie ale jest więcej roboty. Cukinie smarujemy lekko oliwą i wkładamy nad ogień, musi zmięknąć i się nieco skurczyć. Przygotowujemy dwa małe naczynia, w jednym rozrabiamy 5 łyżek oliwy z solą, pieprzem i bazylią suszoną tutaj dorzucimy paprykę, w drugim 5 łyżek oliwy z solą, pieprzem i słodką papryką w proszku a tutaj dorzucimy cukinię. Cukinie i paprykę kroimy w cieńkie, małe paski i dodajemy do wyżej wymienionych sosów, odstawiamy do lodówki na 20min. Przygotować dwa duże talerze, ułożyć na całej powierzchni sałatę, przygotować sos do polania całości – 5 ml oliwy, sól i pieprz. Pokroić ser na cienkie paski. Na sałatę, na środku wyłożyć cukinię, potem paprykę i na koniec ser. Melona wyjąć z lodówki, pokroić na małe paski, ułożyć kilkanaście kawałków na całej powierzchni sałaty. Oliwki w całości po naście szt. wyłożyć na całej powierzchni sałaty, całość polać przygotowanym sosem, zaczekać 10 min. Gotowe.

h1

Stone Club – Park Handlowy Targówek – pierwsza wizyta

lipiec 17, 2006

Niedawno niedaleko miejsca gdzie zamieszkuję został otwarty park handlowy (znowu jakieś centrum handlowe). Istotną jednak różnicą jest alejka Galerii Smaków w tymże przybytku na ulicy Malborskiej, niedaleko M1 w Ząbkach przy trasie toruńskiej. Moim zdaniem galeria owa jest próbą przechwycenia klientów pobliskich hal sprzedażnych, którzy zmęczeni i głodni po walce z wózkami, tłokiem, smutnymi paniami przy kasie, marzą jednynie o zimnym napoju i czymś czym można napełnić pusty żołądek.

Dzisiaj czyli w poniedziałek 17 lipca 2006 miałem chęć zrobienia coś chińskiego na obiad po pracy, zrobiłem listę zakupów i zatrzymałem się obok sklepu Piotr i Paweł (napiszę kiedyś o nim, bo to dobry przystanek dla lubiących ciekawe rzeczy w kuchni) tak się składa, że w tym samym budynku znajduje się owa Galeria Smaków. Postanowiłem przejść się wzdłuż promenady kulinarnych drzwi i zachęcających do wejścia kelnerek. Podążałem mają na myśli StoneClub, o którym słyszałem już wcześniej, chciałem sprawdzić czy knajpka jest warta przyjścia w późniejszym terminie z małżonką.

Przed wejściem przejrzałem menu, było raczej mało przejrzyste, a Pani które mi je podała ochoczo stwierdziła, że kucharz realizuje też dowolne życzenia klienta, brzmi zachęcająco, ale nie po to przychodzę do restauracji aby wymyślać danie. Zabrałem więc menu i przedostałem się do wolnego stolika (wszystkie były wolne :) ) niedaleko sceny, która niby ma służyć zespołom muzycznym, grającym żywą muzykę, wieczorową porą.

StoneClub reklamuje się jako klub muzyczny i restauracja, w której można poczuć klimat epoki jurajskiej zarówno nalight.jpg podniebieniu jak i poprzez otoczenie. Rzeczywiście wystrój jak u Flinstonów, z sufitu zerkają na nas pterodaktyle, na podłodze łupane kamienie, stoły z ledwo ociosanego drzewa oraz kelnerki w strojach z jurajskiego moro. Podczas mojej wizyty z głośników wydobywało coś na kształt techno i wizualizacją na plazmowych telewizorach zawieszonych pod sufitem, pewnie nie zachowały się nagrania z epoki dinozaurów.

Na wstępie zamówiłem zimną Coca-Colę z cytryną, niestety coraz częściej trzeba płacić za taką przyjemność powyżej 5 PLN, tutaj aż sześć za 0,25L. Po kilku chwilach zjawiła się hostessa i nalała ciemną ciecz do szklanki z lodem i cytryną, z odkapslowanej na miejscu butelki (szkoda, że mało kto potrafi zrobić to jedną ręką :) ). Dokonałem zamówienia :)

Przekąska – wybór nie prosty, przyzwyczajony jestem do sałatki, pośród standardów typu Capresse i greckiej znalazłem coś o nazwie „Waldorf Astoria”, spytałem o składniki, Pani z nutą niepewności wymieniła orzechy włoskie, seler, truskawki, pomarańcze, kurczak i sos majonezowy. Majonez mnie nieco przeraził, ale postanowiłem zaufać kucharzowi, że nie doda go za dużo i pozostawi całość lekką, tak jak to sobie wyobrażam. Z przekąsek mają jeszcze różne rodzaje spagetti, warzywa zapiekane z beszamelem, ślimaki oraz terinę (czyli pasztet, ale terina pewnie lepiej brzmi :) ).

Danie główne - miałem chęć na coś grilowanego, dość małego aby nie nadwyrężyć przewodu pokarmowego. Wybrałem polędwiczki drobiowe z grila zawinięte w bekon z sosem śliwkowym + ziemniaczkami z wody.

Oczekiwanie – czekałem dość długo na przekąskę, za długo, szczególnie że podawane z sałatką bułeczki z masłem kelnerka przyniosła na minutę przed resztą, a mogła to zrobić 10 minut wcześniej. Trzy sztuki dość twardego pieczywa nie nastawiło mnie optymistycznie, ale pomyślałem, że epoka kamienia łupanego mogła dotyczyć również bułek z ziarnem. Podane obok masło, trzy wyciśnięte małe dekoracyjne kwiatki, było za twarde aby je rozsmarować !! Ale jakoś dałem radę i skonsumowałem jedną sztukę, przed podaniem sałatki, przegryzając dziarsko włożone w środek smarowidło.

Przekąska (Konsumpcja) – sałatka „Waldorf Astoria” dotarła na mój stół na kwadratowym, dużym talerzu. Prezentowała się bardzo dobrze, zgodnie z fotograficzną zasadą podziału. Lekko po mojej lewej stronie leżała sterta właściwej mieszanki, obłożona częściami truskawek, pomarańczy i orzechów, na czubku listek mięty a w rogu ładnie zawinięty, spory liść sałaty lodowej. Całość mieszanki warzywno, mięsnej była delikatnie obtoczona w bardzo lekkim sosie, dało się wyczuć miętę, kurczak był delikatny, chyba lekko duszony na maśle. Warzywa półtwarde, były dobrym przejściem między miękkim mięsem a twardymi orzechami. Ogólnie całość zachęcająca do przemyśleń, lekka, ale można się najeść wchłaniając tylko to danie. Jadłem podobną słodką sałatkę w knajpie meksykańskiej, ale to wspomnę w odpowiednim poście (jak mi starczy sił i chęci).

Danie główne (Konsumpcja) – gdy tylko skończyłem spożywać przekąskę przybyła znana mi już obsługa i zgodnie z kanonem, spotykanym coraz częściej, zapytała jak było i dodała, że danie główe będzie za chwilkę. Zamówiłem drugą Coca-Colę, była nadspodziewanie dobra :) Po kilkunastu sekunach miałem przed sobą znany mi już kwadratowy talerz i dość ładną kompozycję składającą się z: dwóch zawijasów mięsnych na ciemnym sosie, czterech młodych ziemniaczków i zestawie gotowanych na parze warzyw (zielona fasolka, kalafior, mini marchewka). Zmartwiła mnie suchość ziemniaków, chyba powinny być lekko zanurzone w maśle, ugotowane były “na akurat”. Warzywka też w odpowiednim czasie wyjęte z pary. Chwyciłem za narzędzia i zabrałem się za czynność, która sprawia mi niemałą przyjemność :) Sos śliwkowy, gęsty, wydał mi się nieco gorzki, ale to chyba była jakaś reakcja ze smakami, które pozostały w jamie ustnej po przekąsce, gdyż po chwili zaczął smakować właściwie, powinno jednak być go nieco więcej, aby maczać warzywka i ziemniaczki z wyrazistym skutkiem. Przechodząc do meritum, czyli roladek drobiowych owiniętych w chrupiący bekon, muszę przyznać że ciekawi mnie sposób grillowania, który pozwolił zachować soczystość roladek a dał chrupkość bekonu i charakterystyczny posmak wędzonki, może kucharz użytł palnika kuchennego? Owe białe mięso było po prostu odpowiednio wykrojoną piersią z kurczaka. Całość smaczna, choć pierś mogłaby być bardziej aromatyczna, połączenie z sosem bardzo słuszne. Podsumowując zastanawiam się czy połączenie grilowanego kurczaka w bekonie z delikatnymi warzywami i ziemniakami z wody jest dobrym pomysłem, niby równowaga smaku zachowana, lecz wszystko musiałem okraszać sosem, dość wyrazisty aromat śliwki przebił resztę. Osobiście jestem za kompozycjami, w których pierwsze skrzypce gra oczywiście meritum, czyli ryba, mięso,.. ale i dodatki się wybijają, z powagą towarzyszą i zamykają całość.

Zakończenie wizyty – poprosiłem o rachunek i płatność kartą, Pani spytała wcześniej czy nie podać deseru i kawy, ale miejsca już nie miałem, poza tym lubię pić kawę w pewnej odległości od obiadu (1-2h). Zapłaciłem 55 PLN co jest górnym, jednoosobowym standardem w stolicy, ale nie żałuję, szczególnie że to pierwsza wizyta. Co do oceny lokalu, to chyba tutaj nie wrócę, lubię nieco inny wystrój, mało jest tutaj klimatu i to techno w tle :( jedzenie w normie, bez rewelacji, ładnie podane, dobra obsługa.

STONECLUB – Park Handlowy Targówek
ul. Malborska 47
03-286 Warszawa
tel.: (22) 771 48 81
fax: (22) 771 43 80
email: info@stoneclub.pl
www:www.stoneclub.pl

h1

Na wstępie…

lipiec 17, 2006

Pierwszy post na blogu i pierwsze pytanie o czym tutaj napisać :) Chyba wystarczy…