
Stone Club – Park Handlowy Targówek – pierwsza wizyta
lipiec 17, 2006Niedawno niedaleko miejsca gdzie zamieszkuję został otwarty park handlowy (znowu jakieś centrum handlowe). Istotną jednak różnicą jest alejka Galerii Smaków w tymże przybytku na ulicy Malborskiej, niedaleko M1 w Ząbkach przy trasie toruńskiej. Moim zdaniem galeria owa jest próbą przechwycenia klientów pobliskich hal sprzedażnych, którzy zmęczeni i głodni po walce z wózkami, tłokiem, smutnymi paniami przy kasie, marzą jednynie o zimnym napoju i czymś czym można napełnić pusty żołądek.
Dzisiaj czyli w poniedziałek 17 lipca 2006 miałem chęć zrobienia coś chińskiego na obiad po pracy, zrobiłem listę zakupów i zatrzymałem się obok sklepu Piotr i Paweł (napiszę kiedyś o nim, bo to dobry przystanek dla lubiących ciekawe rzeczy w kuchni) tak się składa, że w tym samym budynku znajduje się owa Galeria Smaków. Postanowiłem przejść się wzdłuż promenady kulinarnych drzwi i zachęcających do wejścia kelnerek. Podążałem mają na myśli StoneClub, o którym słyszałem już wcześniej, chciałem sprawdzić czy knajpka jest warta przyjścia w późniejszym terminie z małżonką.
Przed wejściem przejrzałem menu, było raczej mało przejrzyste, a Pani które mi je podała ochoczo stwierdziła, że kucharz realizuje też dowolne życzenia klienta, brzmi zachęcająco, ale nie po to przychodzę do restauracji aby wymyślać danie. Zabrałem więc menu i przedostałem się do wolnego stolika (wszystkie były wolne
) niedaleko sceny, która niby ma służyć zespołom muzycznym, grającym żywą muzykę, wieczorową porą.
StoneClub reklamuje się jako klub muzyczny i restauracja, w której można poczuć klimat epoki jurajskiej zarówno na
podniebieniu jak i poprzez otoczenie. Rzeczywiście wystrój jak u Flinstonów, z sufitu zerkają na nas pterodaktyle, na podłodze łupane kamienie, stoły z ledwo ociosanego drzewa oraz kelnerki w strojach z jurajskiego moro. Podczas mojej wizyty z głośników wydobywało coś na kształt techno i wizualizacją na plazmowych telewizorach zawieszonych pod sufitem, pewnie nie zachowały się nagrania z epoki dinozaurów.
Na wstępie zamówiłem zimną Coca-Colę z cytryną, niestety coraz częściej trzeba płacić za taką przyjemność powyżej 5 PLN, tutaj aż sześć za 0,25L. Po kilku chwilach zjawiła się hostessa i nalała ciemną ciecz do szklanki z lodem i cytryną, z odkapslowanej na miejscu butelki (szkoda, że mało kto potrafi zrobić to jedną ręką
). Dokonałem zamówienia
Przekąska – wybór nie prosty, przyzwyczajony jestem do sałatki, pośród standardów typu Capresse i greckiej znalazłem coś o nazwie „Waldorf Astoria”, spytałem o składniki, Pani z nutą niepewności wymieniła orzechy włoskie, seler, truskawki, pomarańcze, kurczak i sos majonezowy. Majonez mnie nieco przeraził, ale postanowiłem zaufać kucharzowi, że nie doda go za dużo i pozostawi całość lekką, tak jak to sobie wyobrażam. Z przekąsek mają jeszcze różne rodzaje spagetti, warzywa zapiekane z beszamelem, ślimaki oraz terinę (czyli pasztet, ale terina pewnie lepiej brzmi
).
Danie główne - miałem chęć na coś grilowanego, dość małego aby nie nadwyrężyć przewodu pokarmowego. Wybrałem polędwiczki drobiowe z grila zawinięte w bekon z sosem śliwkowym + ziemniaczkami z wody.
Oczekiwanie – czekałem dość długo na przekąskę, za długo, szczególnie że podawane z sałatką bułeczki z masłem kelnerka przyniosła na minutę przed resztą, a mogła to zrobić 10 minut wcześniej. Trzy sztuki dość twardego pieczywa nie nastawiło mnie optymistycznie, ale pomyślałem, że epoka kamienia łupanego mogła dotyczyć również bułek z ziarnem. Podane obok masło, trzy wyciśnięte małe dekoracyjne kwiatki, było za twarde aby je rozsmarować !! Ale jakoś dałem radę i skonsumowałem jedną sztukę, przed podaniem sałatki, przegryzając dziarsko włożone w środek smarowidło.
Przekąska (Konsumpcja) – sałatka „Waldorf Astoria” dotarła na mój stół na kwadratowym, dużym talerzu. Prezentowała się bardzo dobrze, zgodnie z fotograficzną zasadą podziału. Lekko po mojej lewej stronie leżała sterta właściwej mieszanki, obłożona częściami truskawek, pomarańczy i orzechów, na czubku listek mięty a w rogu ładnie zawinięty, spory liść sałaty lodowej. Całość mieszanki warzywno, mięsnej była delikatnie obtoczona w bardzo lekkim sosie, dało się wyczuć miętę, kurczak był delikatny, chyba lekko duszony na maśle. Warzywa półtwarde, były dobrym przejściem między miękkim mięsem a twardymi orzechami. Ogólnie całość zachęcająca do przemyśleń, lekka, ale można się najeść wchłaniając tylko to danie. Jadłem podobną słodką sałatkę w knajpie meksykańskiej, ale to wspomnę w odpowiednim poście (jak mi starczy sił i chęci).
Danie główne (Konsumpcja) – gdy tylko skończyłem spożywać przekąskę przybyła znana mi już obsługa i zgodnie z kanonem, spotykanym coraz częściej, zapytała jak było i dodała, że danie główe będzie za chwilkę. Zamówiłem drugą Coca-Colę, była nadspodziewanie dobra
Po kilkunastu sekunach miałem przed sobą znany mi już kwadratowy talerz i dość ładną kompozycję składającą się z: dwóch zawijasów mięsnych na ciemnym sosie, czterech młodych ziemniaczków i zestawie gotowanych na parze warzyw (zielona fasolka, kalafior, mini marchewka). Zmartwiła mnie suchość ziemniaków, chyba powinny być lekko zanurzone w maśle, ugotowane były “na akurat”. Warzywka też w odpowiednim czasie wyjęte z pary. Chwyciłem za narzędzia i zabrałem się za czynność, która sprawia mi niemałą przyjemność
Sos śliwkowy, gęsty, wydał mi się nieco gorzki, ale to chyba była jakaś reakcja ze smakami, które pozostały w jamie ustnej po przekąsce, gdyż po chwili zaczął smakować właściwie, powinno jednak być go nieco więcej, aby maczać warzywka i ziemniaczki z wyrazistym skutkiem. Przechodząc do meritum, czyli roladek drobiowych owiniętych w chrupiący bekon, muszę przyznać że ciekawi mnie sposób grillowania, który pozwolił zachować soczystość roladek a dał chrupkość bekonu i charakterystyczny posmak wędzonki, może kucharz użytł palnika kuchennego? Owe białe mięso było po prostu odpowiednio wykrojoną piersią z kurczaka. Całość smaczna, choć pierś mogłaby być bardziej aromatyczna, połączenie z sosem bardzo słuszne. Podsumowując zastanawiam się czy połączenie grilowanego kurczaka w bekonie z delikatnymi warzywami i ziemniakami z wody jest dobrym pomysłem, niby równowaga smaku zachowana, lecz wszystko musiałem okraszać sosem, dość wyrazisty aromat śliwki przebił resztę. Osobiście jestem za kompozycjami, w których pierwsze skrzypce gra oczywiście meritum, czyli ryba, mięso,.. ale i dodatki się wybijają, z powagą towarzyszą i zamykają całość.
Zakończenie wizyty – poprosiłem o rachunek i płatność kartą, Pani spytała wcześniej czy nie podać deseru i kawy, ale miejsca już nie miałem, poza tym lubię pić kawę w pewnej odległości od obiadu (1-2h). Zapłaciłem 55 PLN co jest górnym, jednoosobowym standardem w stolicy, ale nie żałuję, szczególnie że to pierwsza wizyta. Co do oceny lokalu, to chyba tutaj nie wrócę, lubię nieco inny wystrój, mało jest tutaj klimatu i to techno w tle
jedzenie w normie, bez rewelacji, ładnie podane, dobra obsługa.
STONECLUB – Park Handlowy Targówek
ul. Malborska 47
03-286 Warszawa
tel.: (22) 771 48 81
fax: (22) 771 43 80
email: info@stoneclub.pl
www:www.stoneclub.pl
[...] Umiejscowienie knajpy pod dźwięczną nazwę Churrasco (wym. czurasko – chyba ) znów jest, w nietypowym dla wyszukanych smaków, centrum handlowym, o którym pisałem w poście o restauracji StoneClub. [...]
jak dla mnie wporzadku tu jest
na calym parku smaku najbardziej klimatycznie