
Restauracja Arsenał – obiad przed safarii
październik 16, 2006W sobotę mieliśmy o 14 być w ZOO stąd decyzja oczywista o spróbowaniu zjedzenia obiadu gdzieś po drodze lub bliżej centrum. W czwartek zbiegiem okoliczności zawodowych natrafiłem na włoską knajpę o nazwie Arsenał, która mieści się właśnie w warszawskim Arsenale przy placu bankowym. Ten kto ów informacje przekazał, nie był w stanie nic powiedzieć na temat jakości i ewentualnej gościny w podwojach owej jadłodajni, więc sam ocenić ją zechciałem.Trudność w rodzinnych obiadkach “na mieście” stanowią dzieci, nad którymi zapanować niekiedy trudno, a o spokojnym posiedzeniu przy stole można zapomnieć. Szczęśliwym trafem Arsenał posiada kącik dla dzieci oraz plan na dziedzińcu budynku, na którym jest bezpiecznie i przyjemnie. Wymienione okoliczności skłoniły nas do odwiedzin. Zaparkowaliśmy niedaleko, wzdłuż ulicy Długiej, wejście do knajpy jest od Andersa, choć idąc ze starego miasta, patrząc na szyld, mamy wrażenie że musimy wejść od dziedzińca. Otwierając drzwi od razu poczuliśmy zapachy śródziemnomorskich Włoch, lokal jest sporej wielkości, na ladach kuchni stoją deski z przygotowanymi Gnocchi, bar sałatkowy bardzo sympatycznie wygląda, słowem – klimatycznie.

Skierowano nas do kącika dziecięcego, który wyglądał bardzo profesjonalnie
dużo zabawek, dywan z planem miasta i ulicami, tablica do rysowania itd., dla dzieci raj (co było słychać). Stoły okrągłe, aby nie rozbić głowy, a co najwyżej nabić guza, wysoko zawieszona tablica z menu dziecięcym.
Menu robi wrażenia mało-bogatego, ale to raczej atut, gdyż możemy mieć większą pewność, że dania są przygotowywane ze składników świeżych i w ogóle są przygotowywane a nie odgrzewane itd. Dzieci zamówiły makaron w kształcie zwierzątek z parmezanem oraz frytki. Ja szybkim, morskim spojrzeniem wybrałem śródziemnomorską zupę z owocami morza oraz risotto w podobnym stylu, małżonka długo nie mogła się zdecydować, w końcu padło na tagiatelle ze szpinakiem i suszonymi pomidorami.Dziecięce dania, na szczęście, dotarły szybko. Po około 15 minutach skosztowałem morskiej zupy, pływały tam małże, ośmiornica, kalmary, pewnie jakiś krab + nieco bazy bulionowej. Całość bardzo aromatyczna, nie mętna, smak wyrazisty, owoce morza bez tendencji gumiastych. Następne 5-10 min czekaliśmy na dania główne, które wreszcie zagościły na naszych stołach. Risotto z owocami morza bardzo stylowo podane, ciemnego koloru, z właściwym ryżem, w środku zatopiona biała prawdziwa, znacznej wielkości muszla. Dookoła średniej wielkości małże, nieco koperku dla koloru, smak bardzo morski, owoce morza miękkie, małże nie pierwszej świeżości, ale jak na sobotnią Warszawę (w środę jest dostawa) bardzo dobre (przypomniał mi się nawet Paryż, przez chwilę
), ryż wilgotny, może nieco za słony – i to jest mój jedyny zarzut, być może zbyt duże zasolenie wynika po prostu z tego, że same owoce morza są słone.
Małżonka nie była zachwycona tagiatelle, choć stwierdziła że jest to po prostu dobre. Spróbowałem, aby mieć pogląd, rzeczywiście sos śmietanowy, świeży szpinak i nieco za mało suszonych pomidorów, które mogłyby ożywić smakowo i kolorystycznie całość.

Kilka słów należy się barowi sałatkowemu… Mianowicie jest to kilkanaście półmisków/talerzy, na których prezentują się najprawdziwsze skarby włoskiej ziemi (karczochy, oliwki, suszone pomidory itd.) ceny są różne Np. serce karczocha w marynacie 8 PLN (chyba zbyt wiele). BTW szkoda że nie ma świeżych karczochów.
Zapłaciliśmy w pośpiechu (o 14 mieliśmy być w ZOO) więc deser nas ominął (a ponoć mają niezłe Tiramisu), rachunek opiewał na 120 PLN, za owoce morza i 4 osoby to chyba standard wśród warszawskich knajp podobnego pokroju. Myślę, że niezłą, aromatyczną, dwuosobową kolację z lampką wina, można tutaj zjeść za 80 PLN, a naprawdę dla klimatu i zapachu warto.
Dla rodzin z dziećmi również polecamy szczerze…
Strona WWW: www.restauracjaarsenal.pl