O Parku Smaku już pisałem nie raz:
nie jest to jakieś wyróżnienie z mojej strony dla tego miejsca, leży po prostu po drodze z pracy do domu.
Chodzę tam głównie gdy słomiane wdowstwo zagląda mi do żołądka i również ostatnio zdążyło się to ponownie. W szerokim korytarzu mamy do czynienia z kilkoma mniejszymi i większymi knajpkami, większość ma wygląd nieco hipermarketowy z zaplanowanym otwarciem na duże tłumy. Kątem oka dostrzegłem Sushi Bar ale jeszcze zamknięty. Skierowałem sie do restauracji Firley, która przyciąga wzrok i smak bardzo polskim, swojskim i dworskim wystrojem. Ciemne drewno, ciężkie zasłony, dużo beżu i brązu, wprowadza zwalisty klimat mający przypominać prawdziwą polską zasmażkę lub zabielony sos, gęsty i zawiesisty. Niestety otwarte przestrzenie burzą to poczucie, polskie chaty powodowały raczej konieczność schylenia głowy a tutaj mamy sufit 5 metrów nad czołem.
Chciałem coś szybko przekąsić, co może kłóci się z dworskim biesiadowaniem, ale pomyślałem ze się może udać. Znalazłem na sali tablicę z ofertą dnia, była to bitka z kopytkami, zasmażanymi buraczkami, sosem + zupa ziemniaczana gratis. Za 15.50 PLN dwudaniowy obiad to iście stołówkowa propozycja. Zmylony i zapatrzony w hipermarketowy, udałem się bezpośrednio do miejsca gdzie była lada i poprosiłem o zestaw dnia oraz cocacolę. Zapłaciłem w tym samym momencie i udałem się na spoczynem do niedaleko położonego stolika, obwieszonego suknem. Na zupę czekałem 5 minut, była bardzo ciepła, czyli pewnie nie z mikrofali – ucieszyłem się. W smaku zalewka okazała się obiecująca, całość przygotowana na boczku, lekko zabielona, z sporą ilością kartofli. Nie skończywszy zupy doczekałem się drugiego dania, sprytnie i zmyślnie podanego na talerzu przykrytym blaszaną kopułą, domyślam się że ktoś zauważył że jeszcze nie skończyłem jeść i zadbał o temperaturę dania następnego. Bitka pokryta smacznym sosem w towarzystwie kopytek o odpowiedniej sprężystości i smaku. Buraczki się pojawiły pomimo mojej prośby w bufecie o zamianę na kapustę, spróbowałem jednak i były standardowo dobre, nie jestem fanem tego typu dodatków więc nic więcej nie mogę powiedzieć.
Kończąc powiem, że mogę polecić Firley’a dla tych, którzy chcą nieźle zjeść, tanio i szybko. Nie wiem jak inne potrawy z karty, ale to już to Waszej oceny pozostawiam. Całość przybytku pozostawia jednak wrażenie stołówki ubranej w dworskie szaty z miłą obsługą, po co robić tak wielkie przestrzenie, szczególnie w centrum handlowym, gdzie sklepów nie ma wiele i nie ma co liczyć na tysięczną klientelę.

FIRLEY Restaurant’s
www.firleyrestaurants.com.pl


Sushi zaczyna odgrywać nie byle jaką rolę w naszej, szybko zmieniającej się kulturze jedzenia i biesiadowania. W sumie nie wiem czy to dobrze, czy źle. Dobrze o tyle, że poznajemy nowe smaki, otwieramy się, lub tylko udajemy otwarcie na inne kultury. Źle może dlatego, że zauważam pewne uspołecznienie się tego sposobu jedzenia i przygotowania dań, nie wiem czy to dobre słowo, ale chodzi głównie o zejście Sushi pod strzechy w nienajlepszym tego słowa znaczeniu.
Sakana Sushi Bar mieści się w samym kulinarnym centrum Poznania, łatwo tu trafić zwracając uwagę na typowy trzcinowo-drewniany wystrój wewnątrz ale i na zewnątrz. Ponieważ jest to bar, zaraz po wejściu natrafimy na typową ladę w kształcie elipsy. W środku dwa stanowiska kucharskie, wokoło kanał wodny przypominający bieżnię, po której bieg długodystansowy uprawiają Nigiri, Maki, Temaki i Chirashi. My zasiadamy na wysokich krzesłach, mając na oku cały proces przygotowywania azjatyckich “rozkoszy”.
Wracając do początku i mojej obawy przed uspołecznieniem się Sushi: jest to typowa sytuacja i nie da się jej powstrzymać, mieliśmy nieco wcześniej podobną sytuację z kuchnią meksykańską. Obawiam się sytuacji, w której Sushi będzie tak popularne jak ręcznie robione koreczki na prywatkach, albo co gorsza chipsy wsypywane do miski, lub paluszki w szklance (sic!). Postarajmy się nie sprowadzić tej kultury jedzenia i przyrządzania potraw do usystematyzowania i wtłoczenia wieloletniej tradycji w schemat działania Adama Słodowego. Jeszcze trudno w naszym kraju dostać świeże ryby, szczególnie śródziemnomorskie lub co gorsza oceaniczne, pisałem już o tuńczyku w Makro, który przed wyłożeniem na ladę jest głęboko mrożony. Dajmy szansę takim miejscom jak Sushi Bar w Poznaniu, wzrośnie konkurencja, ceny spadną…